W czasie ubiegłych wakacji, dzwoniłem do znajomej, żeby poinformować ją o pewnych ważnych szczegółach w związku z rozpoczynającym się rokiem szkolnym. Odebrała telefon i zaczęła mówić pierwsza: „Niesamowite. Właśnie jadę z mężem nad morze, słuchamy Kerygmatu… Michała Niemca i kto dzwoni? Michał Niemiec!” Bardzo mnie to rozbawiło:) Z kolei kilka tygodni później, w czasie rozmowy, ta sama osoba mówi do mnie: „Słuchałam dzisiaj…” Szybko jej przerwałem i nauczony doświadczeniem poprzedniego wydarzenia powiedziałem: MICHAŁA NIEMCA! „Niieee” – zaprzeczyła i dodała: „Michała Niemca to ja mam na pobudkę ustawionego w komórce” 😀 Padłem =)

Już chwilę mnie tu nie było. Każdego dnia wiele się dzieje dobra i szybko, bardzo szybko ucieka czas, doświadczam tego co raz głębiej. Niemniej od ostatniego zapisu na stronie zaszły u mnie pewne zmiany… m.in. uzyskałem w edukacji stopień nauczyciela mianowanego, a co ważniejsze, zakończyłem trzecią dekadę życia. Z zakańczaniem czegoś… zawsze wiążą się pewne podsumowania, refleksje, plany na przyszłość…

Przed nami kolejny Adwent, kolejny liturgiczny czas. Bardzo spodobało mi się porównanie, refleksja na temat czasu kościelnego pewnego mnicha, Odo Casela OSB: „Rok kościelny opiera się na innej koncepcji czasu niż ta, jaka my, ludzie mamy. Rok kościelny nie jest linią, ale okręgiem. W roku kościelnym nie ma nic nowego, tylko wciąż to samo. Już dziś znamy całą jego treść. Rok kościelny nie ma też początku, ani końca. W świętowaniu roku kościelnego poszczególne kręgi nie gromadzą się jeden obok drugiego, lecz układają się jeden na drugim, wznoszą się spiralnie i pną się w górę jak śruba. Rok kościelny jest prawdziwą drogą zbawienia, cyklicznym krążeniem wokół Słońca, którym jest Chrystus, śrubą, która unosi nas z tej ziemi coraz wyżej i zbliża nas do nieruchomego końca – do Boga Ojca. Biada temu, kto nie pozwala się unosić, kto sądzi, skoro wciąż jest tu tylko jedno i to samo, to spokojnie można oddać się gnuśności. Otóż nie, koniec roku musi nas zastać na wyższej linii śruby! ’W górę serca’”.

Do drogi „ku górze” ciągle inspirują mnie spotykani na co dzień ludzie. Kilka przykładów.
1) Lekcja religii. Klasa druga liceum. Na lekcji o trzecim przykazaniu opowiadam o spojrzeniu Jezusa na kwestię szabatu i przytaczam wydarzenie, kiedy Jezus uzdrawiał w szabat, a faryzeusze protestowali. Nagle przerywa mi uczeń i mówi: „proszę pana, przecież to dzisiejsza Ewangelia!”
2) Od czasu do czasu, z racji że mam bardzo blisko, lubię podejść sobie na adorację w ciszy do Sanktuarium Bożego Miłosierdzia. Pewnego razu, w godzinach późnowieczornych patrzę, jakiś Staruszek dość długo klęczy i się modli. Jestem przekonany, że twarz kojarzę… Imponował mi. Za jakieś dwa kwadranse ów Staruszek podnosi się z kolan i dopiero wówczas zorientowałem się, że to… biskup Zając.
Świadectwo jest najpotężniejszą inspiracją 🙂
3) Z kolei kiedyś wracając po pracy spotykam sąsiadów – dwoje trzylatków ubranych wizytowo… chłopiec i dziewczynka (rodzice stali w oddali przy samochodzie). Jedno z dzieci woła do drugiego: „Marysia, chodź. Marysia, chodź…”. Ci Trzylatkowie spojrzeli na mnie zadziwionego… i trzymając się za ręce powiedzieli do mnie: „My na Eucharystię”.
Nawiązując  jeszcze do dzieci, kilka tygodni temu spotkałem jakąś rodzinkę i usłyszałem fragment zabawnej rozmowy:
– „Idźcie dziatki tędy…” – powiedział tata.
– „Sam jesteś dziadek” – oburzyły się dzieci.
„Dziatki to dzieci inaczej…” – wyprostował ojciec 😉

Rozpocząłem ostatnio nagrania do kolejnego muzycznego projektu, który zaplanowałem na listopad 2018. Na razie nie będę zdradzał szczegółów, ale proszę o modlitwę, żeby – jeśli to zgodne z Wolą – niech nie będzie zbyt wiele przeszkód w realizacji tego zadania. A przeszkody już odczuwam. Pewnego razu, gdy wracałem z nagrań chłodnica w samochodzie mi się zepsuła i zaczęło mi grzać silnik… Innym razem po telefonicznej rozmowie z zakonnicą (o planach z związku z jednym nowo powstałym utworem) opona się przebiła… Dodam, że rozmowę z siostrą zakończyłem w samochodzie i już nie ruszyłem w dalszą drogę… A wulkanizator powiedział, że nic mi się nie wbiło, tylko drucik od wewnątrz opony w takim miejscu przebił oponę, że nic już z niej nie będzie… i że 27 lat odkąd pracuje nie widział takiego czegoś 🙂 Grunt, że nie na autostradzie:) Więc chwała Panu i niech Jego opieka będzie nad planami naszymi! Amen!

Ostatnia rzecz. W tym czasie ewangelie niedzielne dużo mówią o czuwaniu… W ostatnią „drugą niedzielę miesiąca” mieliśmy jak zwykle czuwanie z dłuższą modlitwą uwielbienia. Struktura całości miała wyglądać następująco: trzy pieśni mówiące o tęsknocie i oczekiwaniu na Jezusa… a potem Oblubieniec przychodzi w procesji, uroczyście zostaje wprowadzony na ołtarz – wówczas radosne pieśni uwielbienia. Ja prowadziłem diakonię muzyczną, byłem odwrócony plecami do wydarzeń.
Po pierwszej pieśni i krótkiej modlitwie rozpoczęliśmy drugą. W połowie pieśni drugiej odwróciłem się i… konsternacja. Oniemiałem. Zobaczyłem procesję z Najświętszym Sakramentem zbliżającą się do ołtarza. Byłem bardzo zaskoczony, ponieważ miało być trzy pieśni…, a tu Pan Jezus wszedł w trakcie drugiej… Od razu do głowy przyszło mi wyobrażenie niespodziewanego Jego przyjścia kiedyś. I pytanie czy to będzie radosne zaskoczenie czy zareaguję z przerażeniem…
Obyśmy wszyscy byli gotowi. Tego z całego serca na ten najbliższy czas nam życzę i przesyłam pozdrowienie!

Michał

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *